Kategorie
Reportaż

Vipassana – kilka słów o technice

Na wstępie zaznaczę, że poniższy tekst nie ma na celu nauczania techniki vipassany – od tego są nauczyciele i wykłady. Aby w pełni skorzystać z dobrodziejstw medytacji należy udać się na 10-dniowy kurs. Ponieważ wiele osób pytało mnie czym tak naprawdę jest vipassana i czym medytacja jej różni się od medytacji choćby w buddyjskich Stupa House umieszczam ten skromny tekst, który w kilku słowach objaśnia czym vipassana jest dla mnie. Wierzę, że zaspokoi on pierwszą ciekawość osób zainteresowanych tematem medytacji, koncentracji i samorozwoju.

Vipassana w języku palijskim oznacza „widzieć rzeczy takimi jakimi są”. Jakie są, wydaje nam się proste już od dziecka. Obiekty np. palisander, pies, pióro wchodzą w kontakt ze zmysłami. Ale na spostrzeżeniu miękkości włosów się nie kończy. Ciało interpretuje dostarczane mu sygnały i ocenia: przyjemne / nieprzyjemne. Smak czekolady: „mmm… bardzo przyjemne”, smak pieprzu rozgryzionego w zupie: „tfu… nieprzyjemne”. Ktoś mnie obraził, zwyzywał? „Bardzo, bardzo nieprzyjemne”.

Ostatecznie sygnały prowadzone są do nieświadomego umysłu (ja lubię go nazywać czarnym umysłem) i tam dokonuje się rozrachunek: na bodziec reagujemy przywiązaniem bądź niechęcią. To w pali nazywa się sankarą. Z każdą chwilą generujemy sankary przywiązania i niechęci: wobec rzeczy, ludzi, czynności, nas samych, wspomnień etc. Niektóre są jakby pisane palcem po wodzie: pojawiają się i w tej samej chwili zanikają. Kolejne to sankary rysowane na piasku: zanikają wraz z nadejściem nocy. Inne zaś, i te są wyjątkowo niebezpieczne są jak blizny ryte w kamieniu. Mijają lata, a czasem nawet całe życie nie wystarczy aby ich się pozbyć. Mimo tego, że są tak niebezpieczne z każdą chwilą pogłębiamy je i generujemy następne. Dlaczego tak się dzieje?

Jest to nieświadoma reakcja umysłu, której genezy należy szukać w rozwoju ewolucyjnym człowieka. Pierwszym zbieraczom-łowcom wiedza o tym co jest przyjemne, a co nie była konieczna do przetrwania. Zjedzenie trującego grzyba, odniesienie rany, odczuwane zimno, to wszystko decydowało o życiu bądź śmierci naszego przodka. Pamięć o tych doświadczeniach (niechęć lub przywiązanie) musiała trwać aby zapewnić przeżycie kolejnym pokoleniom i uniknięciu powtarzania tych samych błędów.

Jednak dziś, kiedy już nie musimy walczyć o przetrwanie, nie na poziomie fizycznym, odczuwanie przywiązania i awersji generuje w nas jedynie cierpienie.

  1. Szlachetna prawda: Istnieje cierpienie

Pomyśl: przywiązujesz się do ukochanej osoby, generujesz wobec niej wielkie ilości pragnień, aż któregoś dnia ona odchodzi i pozbawia Cię źródła przyjemności: cierpisz.

Albo odwrotnie: masz wroga. Wyrządził Ci wielką krzywdę, tak uważasz, generujsz wobec tego człowieka wielkie pokłady nienawiści, awersji, a kiedy spotkasz go na ulicy, masz ochotę napluć mu w twarz. Mówisz sobie: „nigdy mu tego nie zapomnę”, albo jeszcze gorzej: „nie zapomnę mu tego przez siedem wcieleń”. Oh! Jaka to okrutna kara, jakie wielkie cierpienie. Ale nie dla Twojego wroga, tylko dla Ciebie.

Tak jak mówiłem wcześniej: wobec każdego doznania, wielkiego lub nieznaczącego wytwarzamy w naszym umyśle sankary. Wkładem Gottamy Buddy w rozwój ludzkości było odkrycie jak się z tych sankar oczyścić. Jak przestać generować nowe, szkodliwe produkty nieświadomego umysłu i jak wydobyć na powierzchnię stare złogi, a następnie: pozbyć się ich.

Na tym właśnie polega vipassana.

Vipassana jest techniką, jest narzędziem do pracy z umysłem. Nie jest sektą, nie jest religią, nie jest wierzeniem, dogmatem, tradycją.

Jest doświadczeniem: logicznym, naukowym i czystym.

Reportaż o wrażeniach z ośrodka: https://kolorkajet.com/2020/09/16/vipassana/

Medytacja vipassany polega na obserwowaniu doznań w ciele. W każdej chwili tryliony drobnych, subatomowych cząsteczek zwanych w pali kallapa przechodzą przez nasze ciało, rodzą się i zanikają. To, co zachodnia nauka potwierdziła dopiero w latach 60′ XX wieku, Budda wiedział już 2500 lat wcześniej. Nie musiał do tego budować specjalnego przyrządu, ani wykonywać skomplikowanych chemicznych obliczeń. On doświadczył tej prawdy w swoim ciele.

Wszystko jest wibracją, falą. Nasze ciała, ściany, dźwięk, wi-fi, mikrofale, makrofale etc. To oczywiście nie oznacza, że możemy podejść do ściany, powiedzieć sobie wcześniej, że wszystko jest wibracją, po czym kopnąć w mur z całej siły wierząc, że nasza noga przejdzie na wylot. Też jesteśmy cząstkami, ale nasze ciała mają wibracje, które wydają się naszym zmysłom być stałe. Na jakiś czas.

Weźmy płomień świecy: kiedy uważnie mu się przyjrzymy, dostrzegamy, że pojawia się on i zanika, choć z dala wydaje się, że świeca płonie nieprzerwanie. Światło z żarówki, ono także, cząstki światła pojawiają się i zanikają. Robią to jednak tak szybo, że nasze oko nie jest w stanie dostrzec różnicy i odbiera takie światło za nieprzerwane. W rzeczywistości jednak jest ono niczym innym jak pojawiającą i zanikającą z chwili na chwilę falą.

W nas, jak już wspomniałem także wibrują tryliony cząstek. Jeśli w to nie wierzysz, okej, ale chyba musisz wierzyć w komórki? Komórki nabłonkowe, mięśniowe, nerwowe itd.? Z czego składają się te komórki: mają ściany, mitochondria, rybosomy, lizosomy itd. A z czego składają się te rybosomy? Z rRNA i białek. A z czego te białka? I tak dalej. Możemy dzielić do atomu. A następnie elektronu, protonu, neuronu. Dalej na kwarki. A i między kwarkami znalazłoby się jeszcze miejsce. Co istnieje między kwarkami. Istnieją kalapa. Ale to tylko kwestia nazwy. Taka, czy inna, to nieważne, liczy się sens.

Vipassana pozwala odczuć zachodzące w nas wibracje. Pozwala zrozumieć je nie tylko na poziomie intelektualnym, te wibracje naprawdę zaczyna się odczuwać.

Ty odczuwasz je w tej chwili: to ból, to chłód na palcach, pulsowanie skroni. Są to jednak doznania ciężkie, aby odczuć te lżejsze, te prawdziwie subtelne, miliony dotknięć sprowadzone do jednej chwili należy odpowiednio medytować.

Czy vipassana jest zatem zabawą w doznania?

Absolutnie nie! Istota nauki leży w tym, ażeby przestać nawykowo reagować na odczuwane bodźce. Przestać interpretować je jako przyjemnie bądź nieprzyjemne, jako te do których odczuwamy przywiązanie lub niechęć.

Tak właśnie postępowaliśmy całe życie.

Podstawą vipassany są dwie cechy umysłu: zrównoważenie i spokój. Kiedy podczas siedzenia z zamkniętymi oczami pojawią się doznanie: nie reaguj. Nagle uderza cię silny ból nóg: nie reaguj. Kłucie w piersi: nie reaguj. Przyjemne dreszcze: nie reaguj. Słodycz w żołądku: nie reaguj.

Dlaczego mam nie reagować na przyjemność?

Ponieważ tak postępowałeś\aś przez całe życie i to właśnie było przyczyną Twojego cierpienia. To nie oznacza, że po jednym kursie vipassany przestaniemy być absolutnie czuli na świat i od teraz nawet kiedy samochód przejedzie nam po stopie albo hulajnoga z rozpędzonym grubasem wbije się w nasze plecy zareagujemy wyłącznie spokojnym uśmiechem. Nie! Właściwie vipassana nigdy nie oznaczała bierności, czy unikania stanowczych reakcji. Nie jest ona także ucieczką, sposobem na oddalenie się od społeczeństwa czy apatią. Wręcz przeciwnie: jest sztuką życia, bycia aktywnym i troskliwym dla innych, przedstawię na to jeszcze dowody.

Ale wróćmy do techniki: okej, załóżmy, że nie reaguję na bodźce, przyjemne, czy nieprzyjemnie, nie reaguję. Bolą mnie nogi: nie reaguję, odczuwam przyjemne wibracje, nie reaguję. Zachowuję spokój i równowagę umysłu.
W jaki sposób ma mi to pomóc w jego oczyszczaniu?

Przykład: kiedy przestajesz jeść, przechodzisz na głodówkę, Twoje ciało nie umiera. Nie jesz jeden dzień, drugi, trzeci, wszystko jest w porządku. Możesz nie jeść nawet dwa tygodnie, czasem miesiąc, w niektórych przypadkach dwa miesiące bez jedzenia. Dzieje się tak, ponieważ Twoje ciało zużywa nagromadzone zapasy: tłuszczów, białek, węglowodanów, spala to, co zgromadziło wcześniej. I choć nie dostarczasz nowego pożywienia ciało nie przestaje istnieć.

Podobnie jest z ciemnym umysłem. Kiedy przestajesz dostarczać mu pokarm jakim są reakcje na bodźce, on nie przestaje istnieć. Zaczyna wydobywać zatem stare, nagromadzone głęboko sankary: niechęci lub przywiązania. One objawiają się następnie jako doznania w ciele.

To nie tak, że kiedy zaczynasz odczuwać swędzenie na lewej ręce myślisz jednocześnie: o! to jest sankara zazdrości wobec mojego sąsiada, albo kiedy czujesz przyjemne wibracje w stopie rozumiesz: a! to ta Marysia z 6c, która mi dała całusa na sali gimnastycznej. Nie. Sankary, złogi przywiązania i niechęci wydobywają się z nas i objawiają w ciele. Kiedy przestajemy na bodźce ciała reagować, stare zapasy zużywają się i rozpływają.

To było odkrycie i wkład Buddy w rozwój świata. Zanim stał się oświeconym, w wieku 35 lat, próbował wielu różnych technik, popularnych podówczas w Indiach.

Wiele z nich zakładało sīla – moralność, jest to także fundamentem vipassany. Inne postulowały samādhi – właściwy rodzaj skupienia, to jest drugi element vipassany. Nie istniała jednak wtedy paññā – mądrość dzięki wglądowi, w znaczeniu praktycznym, w znaczeniu doświadczenia. Istniały jedynie zapiski o niej.

Budda na nowo odkrył technikę, dzięki której człowiek może doświadczać trzech głównych szprych koła dhammy: sīla, samādhi i paññā. Ta technika nazywa się vipassana i to ogromne dobrodziejstwo, że dzisiaj możemy korzystać z jej dobrodziejstw.

Więcej na temat vipassany, dhammy, Buddy oraz S.N. Goenki dowiesz się ze strony: https://pallava.dhamma.org/pl/

Znajdziesz tam także informacje na temat prowadzonych kursów i tego w jakim sposób można się na nie zarejstrować.

May all beings be happy!

Piotr Sarmini | sarmini@kolorkajet.com

Kategorie
Bez kategorii Reportaż

Wrażenia z wysiedzenia

z notatek:

Życie jest za krótkie na chujstwo
Cuda się przydarzają
Patrząc na innych, pytaj sam siebie: co mogę zrobić dla tego człowieka?
Oczywiście, że mogę być lepszym pisarzem niż Szczepan Twardoch
Sexi jestem

Ty, siedzisko, sala i sto godzin medytacji przed Tobą. Masz na to 10 dni. Strumienie świadomości wystąpią z brzegów i zamienią się w dziki, rwący potok pędzący wprost w odmęty szaleństwa. Jeśli nie dasz się zatopić – wypłyniesz na Ocean Spokojny.

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu – przyroda w okolicach Dhamma Pallava

13 września 2020 roku ukończyłem swój trzeci kurs medytacji vipassana1. Jest to perspektywa, która pozwala uniknąć pewnych wypaczeń, których z pewnością doświadczyłem po kursie pierwszym w 2018 roku. Jednocześnie nie jestem jeszcze tak doświadczony ani tak zblazowany by mówienie o kursie powierzać jedynie nauczycielom. Postawiłem na drodze dhammy kilka kroków i chciałbym o nich opowiedzieć.

Kiedy wyjeżdżałem do Dziadowic2 późną jesienią 2018 roku, decydując się powierzyć swoje życie nieznanym ludziom z organizacji o egzotycznie brzmiącej nazwie po środku wielkopolskiego lasu, targały mną pewne wątpliwości. Jeszcze większe niepokoje przeżywałem jednak w domu: siedziałem sam, w pustym mieszkaniu, przegrany, spłukany do zera. Debiut pierwszej powieści nie przyniósł spektakularnego sukcesu, a praca nad czymkolwiek niezwiązanym z literaturą zdawała się być bezcelowa. Piłem i paliłem zdecydowanie zbyt wiele, głowę nurzałem w komputerze i rozproszeniu, chciałem porzucić studia, a z każdą chwilą szare kłęby chaosu pęczniały zasłaniając horyzont. Czułem, że tracę kontrolę i zaraz upadnę, bardzo nisko i bardzo boleśnie, ale nie potrafiłem zatrzymać rozpędzonego koła cierpienia. „Silne postanowienia” pękały pod naporem nikotyny i apatii. Pisanie stawało się wymówką, pretekstem, do tego by kryć się przed światem w rozgoryczeniu i żalu Wszystko trwało w nieokreślonych barwach, a nadciągająca zima mogła przynieść jedynie cięższą depresję.

Pojechałem bo nie miałem niczego do stracenia.

Do forda focusa wpakowałem plecak i poduszkę do medytacji, potem zebrałem jeszcze trzy osoby i ruszyliśmy w nieznaną drogę słuchając na przemian płyt Białasa i PRO8L3Mu. Dopiero przy ludziach uświadomiłem sobie jakiej patologicznej muzyki słucham. Jej wersy zapisane trwale w mojej pamięci będą powracać do mnie zwielokrotnione podczas medytacji.

Skręcamy w ciemny las, opowiadając sobie historie o grzybach i szeptuchach. Na jednej z sosen wisi tabliczka z napisem: Dhamma Pallava. W absolutnej ciszy dojeżdżamy do ośrodka.

Pierwsze wrażenie, które towarzyszy mi za każdym razem, gdy wkraczam w świat Dhamma Pallava to spokój i harmonia. Dwa „skrzydła ptaka”, na których powinien opierać się umysł podczas medytacji, tutaj zawarte są w każdym przedmiocie, budynku, roślinie, klamce, kafelku, talerzu.

Polska ma wyjątkowe szczęście, ponieważ tutejszy ośrodek został wybudowany całkowicie od podstaw – działa od września 2017 roku.

Należy do jednych z najnowocześniejszych i najbardziej komfortowych na świecie. Każdy uczeń na czas kursu otrzymuje własny pokój wraz z łazienką. Sprzyja to introspektywnemu charakterowi vipassany oraz przestrzeganiu jednej z zasad – Szlachetnego Milczenia. Wspólne spotkania odbywają się na sali medytacyjnej oraz na stołówce. W tych miejscach także należy zachowywać powściągliwość, oczywiście nie rozmawiać, ale także nie patrzeć na innych uczniów, nie komunikować się z nimi w żaden sposób, należy się zachowywać tak jak gdyby przebywało się samemu. Dlatego, kiedy ktoś nie przytrzyma ci drzwi nie jest to w żadnym wypadku przejawem nieuprzejmości. Osobiście uwielbiam Szlachetne milczenie, dzięki niemu ośrodki dhammy są chyba jedynymi miejscami na świecie, w których należy omijać ludzi wzrokiem, nie rozmawiać i udawać jakby ich w ogóle nie było, a nie zostanie to odebrane jako przejaw wyższości czy ignorancji. Jest to mały raj dla introwertyków.

Kobiety i mężczyźni są dzieleni na dwie strefy, tak aby przez 10 dni ich kroki nie przecinały się w choćby jedynym miejscu. Stanowi to ogromną pomoc w medytacji i utrzymywaniu należytej koncentracji.

Należy oddać telefon w celu otrzymania przydziału do domku, ale zanim to się stanie trzeba jeszcze raz przeczytać kodeks dyscypliny, regulamin i zaakceptować wszystkie jego warunki.

Szczegółowe zasady są dostępne dla wszystkich: https://www.dhamma.org/pl/about/code

Około godziny 17:00 dnia 0 wszyscy – nowi i starsi uczniowie spożywają skromny posiłek, następnie odbywa się zebranie organizacyjne, prowadzący jeszcze raz pyta, czy każdy jest w stanie przestrzegać zasad.
Uczniowie udają się do sali medytacyjnej, gdzie rozpoczyna się właściwy kurs.

Kilka słów o technice vipassany: https://kolorkajet.com/2020/09/17/vipassana-kilka-slow-o-technice/

Na sali obecny jest nauczyciel, jego rola podczas kursów jest dużo skromniejsza niż mogłoby się wydawać. Właściwym nauczycielem techniki jest S.N. Goenka – genialny człowiek, który zasiał ziarno dhammy w świecie wywożąc ją z Birmy do Indii, a następnie dalej, na Zachód i przyczynił się do powstania blisko 200 ośrodków, niezliczonej ilości publikacji i wykształcenia setek nauczycieli. Dzięki jego naukom z vipassany skorzystało już ponad milion ludzi. Głos Goenki, który zmarł w 2013 roku, jest odtwarzany przez audio lub formie video. Wykłady prowadzone są po angielsku i zawsze są też tłumaczone na język lokalny, podobnie jak instrukcje do medytacji. Forma nagrań zapobiega zmianom w przekazie, sprawia, że wszystkie kursy oferują identyczny standard – niezależnie od tego czy odbywają się w Nepalu, Teksasie czy Szwajcarii każdy uczeń usłyszy dokładnie te same instrukcje i wykłady.

Jednak rola obecnego na kursie nauczyciela jest również bardzo istotna. Rozmawia on, w krótkich słowach z uczniami pytając ich o technikę i upewniając się, że na pewno dobrze ją stosują. Każdy może się także wpisać na indywidualną pięciominutową konsultację by ugasić ewentualne wątpliwości.

Każdy z kolejnych 10 dni wygląda bardzo podobnie. Pobudka następuje o 4.00, o 4.30 rozpoczyna się pierwsza medytacja i trwa do 6.30. Wtedy je się śniadanie, przygotowane przez służących dhammie wolontariuszy – każdy, kto ukończył jeden 10 dniowy kurs może usugiwać dhammie. Cała organizacja opiera się całkowicie na uczniach, którzy doświadczyli dobrodziejstw praktyki i teraz pragną umożliwić ją innym. Polska Fundacja Medytacji Vipassana jest organizacją pożytku publicznego, żadna z pracujących w niej osób – od zarządu, administracji i księgowości, po ogrodników i sprzątaczy nie pobiera żadnych pieniędzy za swoją służbę. Dla jasności – bardzo niewiele osób pracuje wyłącznie dla dhammy, większość to osoby, które prowadzą normalne, zdrowe społecznie życia, a dla organizacji pracują po kilka dni w roku. To ilość wolontariuszy i wysoka jakość ich pracy, a także autentyczne zaangażowanie stanowią fundamenty funkcjonowania wszystkich ośrodków.

Dzień ma jeszcze trzy wyraźne etapy – obiad o godzinie 11.30, przerwa na cytrynowo-imbirowy napar o 17.00 i wieczorny wykład o godzinie 19.00 – dla mnie moment najbardziej wyczekiwany, w którym można zetknąć się z prawdziwym słowem i wysłuchać niezwykle interesujących anegdot S.N. Goenki.

Na spoczynek człowiek udaje się o 21.30 i startuje na nowo kolejnego dnia od 4.00. Wbrew pozorom nie jest to szczególnie męczące, choć tak wcześnie świecą jeszcze gwiazdy, ludzie są wypoczęci i zwykle pełni dobrej energii.

Kluczem w praktyce vipassany jest sīla – podstawa moralna. Każdy uczeń musi na czas kursu:

  1. Wstrzymać się od zabijania
  2. Wstrzymać się od kradzieży
  3. Wstrzymać się od kłamania
  4. Wstrzymać się od aktywności seksualnej
  5. Wstrzymać się od zażywania substancji psychoaktywnych

Z takiej silnej podstawy moralnej rodzi się samma samādhi – właściwa koncentracja, która umożliwia pełniejszą pracę nad techniką. Z koncentracji z kolei rodzi się paññā – mądrość dzięki wglądowi. Jest to mądrość na poziomie doświadczenia o niestałości i przemijalności wszystkich zjawisk, a także o działaniu prawa dhammy.

Prawo dhammy: 1. Unikaj niewłaściwego postępowania 2. Czyń to co właściwe 3. Oczyszczaj umysł

Prawo dhammy – natury, każe ludzi, kiedy je łamią i nagradza, kiedy postępują właściwie. Przykładowo: jeśli ktoś dokonuje morderstwa, to musi w sobie wygenerować ogromne ilości nienawiści i agresji – krzywdzą one jego, zanim jeszcze spotkają się z ofiarą. Kolejne konsekwencje morderstwa, nawet pomijając aspekty prawne, są tak daleko idące, że człowiek, który zamordował jest karany przez dhammę i swój umysł przez bardzo długi czas.

Nawet jednak na mniejszym poziomie dobre uczynki i emocje nagradzają nas, a złe karzą.

Staje się to jasne w miarę robienia postępów na ścieżce.

Dziesiątego dnia praktykuje się dla odmiany mettę – dobre życzenia dla wszystkich istot i siebie. Wtedy też o 9.00 rano kończy się Szlachetne Milczenie, a sto osób, które przez dziesięć dni żyło jak mnisi i mniszki w końcu może się spotkać i porozmawiać. Są to szczególne rozmowy, pełne życzliwości i ciepła, także ekscytacji z doznanych doświadczeń. Wszystkich przepełnia chęć podzielenia się dhammą z innymi ludźmi.

Na tegorocznym kursie rozmawiając z jednym Holendrem stwierdziliśmy, że czujemy się jakbyśmy byli na kwasie – wszystko jest piękne, lśniące, ludzie współodczuwający a natura życzliwa. Jest niesamowitym doznaniem przebywać wśród tylu czystych ludzi, samemu będąc niezwykle lekkim i wolnym od moralnych trosk.

Kurs kończy się rano jedenastego dnia. Można też wtedy ofiarować datek na działanie fundacji, z intencją ażeby inni ludzie mogli też skorzystać z podobnego kursu i odnieść z niego korzyści. Ośrodek utrzymuje się wyłącznie z danin, a pełne raporty finansowe i stan kont są publikowane na stronach internetowych oraz w biuletynie.

Komórki zostają oddane i spływają na nie tysiące powiadomień. Osoby, z którymi rozmawiam mówią, że wcale za telefonami nie tęskniły. Wobec tej chwili obecnej, spoglądania na ogród i las, wobec szczerych, uśmiechniętych ludzi, te elektroniczne kostki zdają się być czymś wyjętym z innego świata, do którego wcale nie ma się ochoty wracać.

Każdy sprząta własny pokój i łazienkę oraz może zapisać się do pomocy w ogarnianiu ośrodka na kolejny kurs – umycie kuchni, sali medytacyjnej itd. Trwa to mniej więcej do godziny 9.00 po czym wszyscy rozjeżdżają się domów – często w nowym towarzystwie, inną drogą niż trafili tu wcześniej.

Promieniowanie, którym się potem oddziałowuje na innych jest magiczne. Chociaż nie, ono jest dhammiczne – działa i przynosi korzyści Tobie i innym. Ale o tym można się przekonać jedynie na drodze osobistego doświadczenia.

Więcej o prowadzonych kursach można dowiedzieć się ze strony polskiego ośrodka medytacji: https://pallava.dhamma.org/pl/

autor: Piotr Sarmini | sarmini@kolorkajet.com